Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooklin Bridge. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brooklin Bridge. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 lipca 2018

Nowy Jork 29.06-2.07

Nowy York 29.06.2018
Po długiej podróży z 3 godzinną przesiadką w Kijowie (lecieliśmy pierwszy raz w życiu liniami ukraińskimi) wylądowaliśmy z półgodzinnym opóźnieniem na JFK. No i zaczęło się. Najpierw kontrola imigracyjna. Wyszliśmy z samolotu jako jedni z pierwszych (przywilej podróżowania premium economy). Zauważyliśmy, że jedna kolejka jest kilkukrotnie krótsza niż druga. Opisana była dla obywateli i rezydentów USA, Kanady i odwiedzających USA ponownie. Wybraliśmy zatem tę krótszą. Poprowadziła ona do kiosków, gdzie odprawa się dokonała automatycznie. Wydrukowało nam się potwierdzenie i skierowano nas do oficera bez komputera, który zapytał tylko na jak długo przylecieliśmy i wbił pieczątki do paszportów. Całość zajęła nam 20-30 min. Uff
Niestety reszta naszej grupy nie pojawiała się a tłum narastał. Okazało się, że Ci którzy byli pierwszy raz musieli stać w koszmarnej kolejce do oficera w typowym kiosku, który skanował palce i oko oraz wypytywał o powody przybycia. Mimo tego druga połowa, która już tu była została zawrócona do dłuższej kolejki, bo w odprawie automatycznej wydrukował im się X informujący o jakiejś niezgodności danych biometrycznych. W międzyczasie na stanowisku został tylko jeden niemiłosiernie grzebiący się urzędas. Kolejka się praktycznie nie przesuwała. We dwoje z Wojtkiem skompletowaliśmy bagaże całej 14stki i czekaliśmy, czekaliśmy….
Wreszcie przeszli, po interwencji jakieś nerwowej obywatelki.
Do stanowiska firmy transportowej dotarliśmy po 17.00, czyli z ponad dwugodzinnym opóźnieniem. Na szczęście tu było już sprawnie i busik zawiózł na Staten Island do apartamentów. Były super. W zabytkowym, ponad stuletnim domu, przestronne i dobrze wyposażone.
Ogarnęliśmy się po podróży i koło 19 postanowiliśmy wybrać się na Manhattan, żeby zobaczyć okolice promu i Wall Street. Otoczył nas Nowojorski upał: 34 stopnie i spora wilgotność. Po podróży to było wyzwanie.
Prom jest super! Darmowy i gwarantujące świetne widoki na Downtown oraz Statuę Wolności. Płynie pół godziny a odpływa w zwykłe dni co 15 min a w weekendy co pół godziny.






Po przeanalizowaniu możliwości transportowych zdecydowaliśmy się na zakup karty tygodniowej na metro. Kosztowała 33 dolary, opłacała się zatem przy przejechaniu co najmniej 12 kursów. Nam się opłaciło. Z apartamentu przy Harrison Street podjeżdżaliśmy na przystań kolejką SIR ze stacji Stapleton. Połączenia były skorelowane z rozkładem jazdy promu, zatem było to bardzo dogodne. Po spacerze wróciliśmy do domu około północy.
30.06 Dzień kolejny upłynął nam pod znakiem Uptown. Zaczęliśmy od Central Parku i przemieszczaliśmy się coraz bardziej na południe. Przeszliśmy tego dnia ponad 18 km. Myślałam, że mi nogi w pupę wejdą.







Najfajniejsze były Briant Park i biblioteka publiczna, która mnie zachwyciła, szaleństwo i ciżba na Times Square, no i oczywiście Grand Central Terminal, który po północy był już opustoszały, co sprzyjało fajnym zdjęciom. Zrobiliśmy sobie przerwę w irlandzkim pubie na piwku, obejrzeliśmy meczyk Urugwaj: Portugalia.


















O 19 byliśmy omówieni z nowojorskimi przyjaciółmi na kolację po drugiej stronie Hudsona w Weehawken. To już New Jersey. Lenki i Łaki nie zdecydowali się na tę przejażdżkę. Prom płynął tylko 15 min i kosztował 9$ w jedną stronę.
Z nabrzeża roztaczały się zapierające w piersiach widoki na Midtown, zwłaszcza o tzw. złotej godzinie.






Kolacja przebiegła w iście rodzinnej atmosferze, było pysznie i miło.
Wróciliśmy do domu koło 2 w nocy.
1.07
Jeśli wczoraj upał dawał się we znaki, to dziś zaliczyliśmy ekstremum. Wszędzie były ostrzeżenia typu Dangerous Heat, drink water, avoid sun itp.
A my radośnie postanowiliśmy przejść mostem brooklyńskim na drugą stronę East River. O rzesz! To był skwar. Nie wiem co piekło bardziej, słońce z góry czy podłoże z dołu. Generalnie chłodniej bywa w piekarniku. Było 37 w cieniu, tylko spróbuj znaleźć tam skrawek cienia!
Widoki były piękna, ale pot zalewał oczy takim strumieniem, że marzyłam tylko o zakończeniu tej udręki.








Spacer zakończyliśmy po stronie Brooklynu, już tradycyjnie w sportowym pubie, przy zmrożonym piwku oglądając mecz Chorwacja: Dania.
Schłodzeni i zrelaksowani poszliśmy na lody pod przęsło mostu do Brooklyn Ice Cream Factory, pogapiliśmy się na dolny Manhattan, potem Spacer po Dumbo i sesyjka zdjęciowa.


Wróciliśmy na Manhattan tramwajem wodnym na przystań Wall Street (bilet 2,75$) i stamtąd przeszliśmy na teren World Trade Center. Obejrzeliśmy miejsce gdzie stały wieże, znaleźliśmy nazwisko znajomego, który zginął w tm ataku i na 19:00 wjechaliśmy na taras widokowy One World Observatory. Bardzo ładnie przygotowane. Windy pokryte ledowym wyświetlaczem, na którym jadąc w górę obserwuje się historię zabudowy Manhattanu a w dół jest „przelot” wśród wieżowców. Zdjęcia wyszły całkiem fajne. Bilet około 40$ (z podatkami i rozmaitymi fee).







Na tym zakończyliśmy zwiedzanie Nowego Jorku. Następnego dnia jedziemy do Waszyngtonu.

środa, 8 maja 2013

Brooklin

Zaczęlismy dzień od zakupów w pobliskim Best Buyu. Sprzęt nabyty został w dobrych cenach :) Potem zajrzeliśmy do sklepu spożywczego. Przy kasie starsza czarna pani poprosila Wojtka, by odstawił koszyk we wskazane miejsce, on nie zareagował, to ona to powtórzyła kolejny raz, znów zero reakcji.... Widząc jej pełną dezaprobaty minę Robert stwierdził, że on (Wojtek) jest guchy. Na to pani z ogromnym zakłopotaniem zaczęła nas przepraszać, a ja wychodziliśmy pożegnała Wojtka potężnym rykiem BYE!!! Wojtek absolutnie nieświadomy jej intencji podskoczył pół metra w górę! Umarłam :D

Dziś postanowiliśmy zobaczyć, jak to jest poza Manhattanem. Nie oznacza to oczywiście, że już wiemy jak jest na Manhattanie (odwiedziliśmy wszak nieliczne miejsca). Jako start naszej przygody na/w Brooklinie wybraliśmy Brooklin Hights. Bardzo ładne miejsce, Urocze domy z brązowego kamienia, masa zieleni i widoki.









 Podążając w kierunku tych ostatnich doszliśmy do nabrzeża tuż pod Mostem Brooklińskim (remontują go teraz). Widok na dolny Manhattan zapierający dech w piersiach. W małym, białym domku znajduje się wytwórnia lodów. Kupiliśmy po horrendalnie drogim rożku (jedna gałka 4$, 2 gałki 6$) i usiedliśmy na ławeczce, by podczas konsumpcji kontemplować widoki.
Moje przypuszczenie, że z Manhattanu nie widać Manhattanu, bo budynki zasłaniają znalazło dowód :) Stąd widać go doskonale.









Po skonsumowaniu słodkości i przeanalizowaniu rozkładu jazdy taksówek wodnych udaliśmy się w głąb dzielnicy (czyli w nieznane). Plan zakładał wizytę w brooklińskim ogrodzie botanicznym. Wsiedliśmy, więc w autobus jadący mniej więcej w odpowiednim kierunku i wylądowaliśmy w otoczeniu przypominającym Harlem. Przesiadka do metra i za chwilę wysiedliśmy przy Muzeum Brooklińskim i ogrodzie botanicznym. Mieliśmy szczęście, bo okazało się że we wtorki wejście jest darmowe :)
Ogród jest naprawdę piękny. Najciekawszym miejscem było ogromne skupisko kwitnących wiśni i dziesiątki ludzi siedzących na trawie i patrzących na spadające z drzew różowe płatki... Nas też to urzekło.



nigdy nie wiadomo, czy coś jest duże czy małe.... wszystko zależy od perspektywy ;)






Potem pospacerowaliśmy wśród drzew, zajrzeliśmy do muzeum bonsai powąchaliśmy kwitnące tulipany i udaliśmy się na obiad. Celem była rekomendowana przez mój ulubiony przewodnik tajska restauracja SEA. Znajduje się ona przy linii metra L, dojazd z ogrodu botanicznego był więc nieco skomplikowany. Ale kto da radę, jak nie my? Znaleźliśmy Sea i zamówiliśmy jedzonko. Już startery pokazały, że warto było :) Wszystko pyszne i do tego w rozsądnych cenach.

Po obiadku ruszyliśmy w stronę rzeki, na przystań wodnej taksówki. Za 4$ zaokrętowaliśmy się i bardzo widokową metodą dotarliśmy do Midtown czyli na 34Str.





Tam czekał darmowy autobus, który dowiózł nas pod samą Penn Station. Wróciliśmy do Bloomfild wyjątkowo wcześnie, bo po 20.00, ale przyznam, że wykończeni.
Dziś od rana pada deszcz, więc odpuszczamy zwiedzanie. Pakujemy się i po południu jedziemy na lotnisko.
Fajny wyjazd. Wiele wrażeń, wiele zakupów :)
Wrócimy tu jeszcze. Zostało nam jeszcze sporo do zobaczenia.