Pierwszego maja o 13.00 wystartowaliśmy. Samolot był zdumiewająco punktualny i jak na wysłużonego Boeinga 767 całkiem sympatycznie zasuwał. Tak sympatycznie, że przylecieliśmy na JFK 40 min przed czasem a pilot Wacław dał popis sztuki pilotażu i posadził samolot tak delikatnie, że nie zauważyliśmy dotknięcia pasa startowego. Od wracających do Hameryki Polonusów otrzymał brawka... trochę obciach. Radość trwała krótko, okazało się, że przydzielony nam gate o wdzięcznym numerze 10 był zajęty przez maszynę Air France tfu. Więc staliśmy, jak sieroty 45 min i czekaliśmy. Znaczy samolot stał, my siedzieliśmy a fantastyczne stewardessy nawet wody nie zaproponowały.
Po raz pierwszy w życiu leciałam LOTem za Atlantyk. Niestety nie mam pojęcia, skąd wzięły się mity o rzekomym wspaniałym serwisie na pokładach samolotów naszego narodowego przewoźnika! Beznadzieja! Stewardessy niesympatyczne (w porównaniu z tymi na krajowych wręcz okropne), nie lubią swej pracy, z łaski rzuciły co musiały oczywiście bez uśmiechu. Jedyne co pozytywnie zaskoczyło, to pudełko z jedzeniem. Doprawdy śliczne.
Catering też nie powalił i byłam zwyczajnie głodna, co mi się ani w KLM (debeściaki) ani Air France (tfu), ani nawet u Brytoli nie zdarzyło. Dobrze, że to był bilet-nagroda, bo jakbym zabuliła 3 tysie, to szlag by mnie trafił!
no dobra, przetrwaliśĶy i wreszcie udało nam się wysiąść. Postaliśmy w kolejce do urzędnika imigracyjnego jakiś pół godziny (GŁODNI, a większość z Was, drodzy czytelnicy, wie co oznacza w moim wykonaniu stan głodu). Szło bardzo wolno (a nas szybciutko załatwili) i wreszcie padło upragnione Welcome in the US. Bagaż kręcił się już na karuzeli, więc pozostało jedynie pogalopować do Air Traina i rozpocząć drugi etap podróży, tym razem już naziemno-podziemnej, na Manhattan. Zapoznaliśmy się z nowojorskim metrem i linią E dotarliśmy w okolice Penn Station. Wyszliśmy na ziemię i.... no cóż duże ruchliwe miasto z wysokimi budynkami... :) Dziś je pooglądamy dokładniej.
Robercik na nas czekał, wsadził do pociągu i ok. 19 znaleźliśmy się w jego mieszkaniu w Bloomfield, NJ. Doprawdy urocze miasteczko.
a wejście na peron wygląda tak:
Koło 22, po rozpracowaniu butelki wina i pysznej kolacji padliśmy na pyski.
Relacje z naszych wypraw wakacyjnych, pisane ku pamięci naszej i uczestników a także, mam nadzieję, przydatne innym, którzy chcą nasze trasy powielić. Parki Narodowe Kalifornii AD 2008, Zachodnie stany USA AD 2012, Szkocja i Nowy Jork AD 2013, Tajlandia AD 2014, Chicago- Las Vegas-Kalifornia-Yellowstone-Moab- Wielki Kanion AD 2015 Rzym i Sycylia AD 2016, Singapur, Malezja Tajlandia AD 2017, Dubai AD 2017, USA AD 2018.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LOT. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 2 maja 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)