Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zion. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zion. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lipca 2018

Las Vegas 4-5 lipca

Las Vegas, jak zwykle powitało nas żarem lejącym się z nieba, 44°C. Udaliśmy się do wypożyczalni po zarezerwowane auta i zgrzyt. Nie mieli naszego samochodu, bo z okazji 4 lipca było oblężenie i rano powypożyczali ile się dało. Zgodziłam się na jedną dobę na SUVa niższej klasy (intermediate), pod warunkiem, że dnia następnego wymienią mi na większy. Załadowaliśmy walizy do Kia Sportage i udaliśmy się do najbardziej kiczowatego z hoteli- Luxora czyli piramidy pełnej egipskich posągów. Zabawne miejsce.

nie ma to jak selfi z egipskim kotem :)







Wieczorkiem standardowo spacer po Stripie do fontann przy Bellagio, drink na dobranoc i spać. Na dzień następny mieliśmy zaplanowane sporo mil i atrakcje po drodze.





prawie Singapur :D



Pierwszą przygodą była wymiana auta. Okazało się, że nadal nie dysponują naszą klasą. Po dłuższej wymianie zdań wymusiliśmy na pracowniku, znalezienie zamiennego rozwiązaniu. Po ciągu nie kończących się konsultacji telefonicznych z managerem oraz pracownikiem zwrotów pojazdów zaproponowano nam Full Size Premium SUVa, oczywiście bez dopłat. Musieliśmy jedynie poczekać 45 min aż go przygotują. Zabijając czas oczekiwania zagraliśmy na wszechobecnych w Sin City automatach. Wygrałam 20 dolarów i auto było gotowe. Prawdziwy potwór- Chevrolet Suburban- ośmioosobowy, ogromny samochód z napędem na 4 koła i wysokim zawieszeniem. Zatem przez następne 17 dni będziemy się tarzać w luksusie :D.



Miejscem zbiórki z pozostałymi dwiema ekipami (Lenki w Toyocie RAV4 i Białki w Subaru Outbacku) był park stanowy Valley of Fire. Za każdym razem, gdy byliśmy w Vegas mieliśmy ochotę tam pojechać i za każdym razem zabrakło nam czasu. Teraz nadszedł właśnie ten moment.
Ja chciałam go zwiedzić w stylu amerykańskim, czyli przejeżdżając od punktu do punktu i robiąc zdjęcia praktycznie z krawężnika. Niestety chłopakom zachciało się na przejście kilku krótkich tras. Odmówiłam kategorycznie, było 45°C!
Poszli i przeżyli, zdjęcia wyszły bardzo ładne. To naprawdę przepiękny park.













Po opuszczeniu Valley of Fire postanowiliśmy przejechać przepiękną trasą nr 9, wiodącą przez Zion NP. Niestety było już ciemnawo i nie wyszły nam zdjęcia.




Do naszego zabawnego domu w Kanab dotarliśmy koło 23.00.

środa, 11 lipca 2012

Zion NP zapomniany dzień 12sty, piątek

uuch
piszę ze sporym opóźnieniem, niestety były kłopoty z netem.
Dziś postanowiliśmy spędzić w Zion kolejny dzień. Zaplanowaliśmy go następująco: rano Angels Landing a po powrocie z tego szlaki Narrows. Na Angel Landing nie miałam sie zamiaru wybrać- ciężki, stromy szlak z duzymi ekspozycjami i łańcuchami, to nie dla mnie. Zostałam więc z Dzieciakami a reszta towarzystwa poszła. Tę częśc powinien zrelacjonować Kicia.
Rano, przed wjazdem do parku wypożyczyliśmy obuwie, neopronowe skarpety i kije, żeby móc wejść do Narrows. Jest to szlak prowadzący w górę rzeki Virgin, po wodzie dnem bardzo wąskiego kanionu.
Około południa spadł, wbrew niskiemu prawdopodobieństwu, deszcz i Narrows zostało zamknięte do 11 dnia następnego. Kicha.
pospacerowaliśmy więc dnem kanionu, zobaczylismy film o jego powstaniu i tyle. Widoki wspaniałe ale Zion mnie nie porwał. Strasznie szkoda mi Narrows : (
Kolejny mega rozczarowaniem był szlak do Emerald Pools. Żadne emerald, zwykłe błotniste bajoro z kapiąca wodą w miejscu wodospadu. Kiepsko.



piątek, 6 lipca 2012

Zion, Coral Pink Sand Dunes- dzień dziesiąty i jedenasty, środa i czwartek

Independence day!
Po ciężkim wczorajszym dniu postanowiliśmy poświętować w iście amerykańskim stylu. Łaki z chłopakami wstali wcześniej i pojechali na basen, niestety zamkniety lecz zaliczyli paradkę (bo to była mała parada). My zwlekliśmy się dopiero koło 11.Zrobiliśmy zbiórkę i trzy orły opuściły goscinne Beaver. Ruszyliśmy autostradą międzystanową nr5. Wspaniała droga z rekordowym ograniczeniem prędkości do 80 mph.
Wojtek ciężko przeżywal, że wyprzedzają go ciężarówki. Bardzo rygorystycznie podchodzimy tu do przepisów drogowych.
Dotarliśmy koło 12.30 do St. George i pierwsze kroki skierowaliśmy do Starbucsa na kawkę. Wreszcie dobra kawa!!!!
Następnie zrobiliśmy dwugodzinny shopping :), bo to było miejsce w wieloma outletami i dodatkowymi zniżkami świątecznymi.
zameldowaliśmy sie w motelu Super8- jest wspaniały! i postanowiliśmy poodpoczywać na basenie, a po 18 udaliśmy sie do restauracji. Genialne makarony i sałatki, najedliśmy sie jak bąki :)
o 22 rozpoczął sie pokaz ogni sztucznych. Był MEGA!
Bardzo nam sie podobało to świętowanie.
Czwartek
Dziś zaplanowany mieliśmy Zion NP. Pojechaliśmy, wiec tam okolo 8.30. Piękne miejsce. Gigantyczne, czerwone skały i bujna zieleń w głebokim kanionie. Zwiedziliśmy je na razie metoda samochodową, bardzo widokowa drogą. Zrobiliśmy też ciekawą trasę wokół parku, zahaczając o Arizonę. Widzieliśmy niesamowite skały wyglądajace jak lody truskawkowe z bita śmietaną. Były tez dziwacznie rowkowane, tam strzeliliśmy sobie mini sesyjke zdjęciową. Zawitaliśmy też do rezerwatu Koralowych Wydm. Bardzo zdumiewające miejsce! Wśród skał nagle pojawiają sie wielgachne wydmy miałkiego piaseczku o barwie zupy pomidorowej zabielanej smietaną. Potem nasz mały offroadzik w kanionie. Lidzia było nieco przestraszona, ale nasze dzielne Fordziki dały radę! Było kapitalnie!
zamiast opisywac wklejam zdjęcia :) Jutro jedziemy do Zionu ponownie, tym razem zaliczyć dwie trasy: Angels Landing i Narrows.
aaa i wreszcie udało mi sie kupić whisky. Nie jest to w Utah łatwe. W żadnym sklepie nie ma alkoholu. Można go kupić jedynie w specjalnych sklepach, w których nie ma nic na popitkę, sa nieoznakowane i ciężko je znaleźć. Makabra. Byliśmy jednak z Kicią wytrwali i udało się. Dzis pijemy Black Velvet z Colą :)
A! podczas obiadu obserwowaliśmy kolibry :)